Nie każdy konflikt jest mobbingiem

Nie da się ukryć, że pracownicy coraz częściej starają się dochodzić swoich praw, czy to w sądach, czy to w miejscach pracy. Z mojej perspektywy trend jest jak najbardziej słuszny i bardzo mu kibicuję. Jednak…

Przytoczę Państwu anegdotę związaną z moją pracą w komisji antymobbingowej, która właśnie zakończyła swoje obrady. Otóż pewien pan złożył pismo do pracodawcy. Powołał się w nim na art. 94 kodeksu pracy, stwierdzając, że jego przełożona stosuje mobbing. Pismo wyglądało bardzo poważnie, a pracodawca natychmiast powołał komisję, która miała przeprowadzić rozmowy ze wszystkimi, którzy mogli coś wnieść do sprawy oraz wydać opinię: był ten mobbing, czy go nie było.

Takie okoliczności oznaczają zwykle być lub nie być – pracować lub nie pracować, dla którejś ze stron. W tym wypadku pan skarżący powiedział, że bardzo chce pracować, bo pracodawca mu się podoba, natomiast przełożona już nie. Przełożona z kolei również chciała pracować i była gotowa podjąć rozmowę z panem, w celu rozwiązania trudnej sytuacji między nimi.
Komisja najpierw porozmawiała z panem skarżącym. Próba wydobycia z niego choćby jednej konkretnej sytuacji, która miałaby świadczyć o mobbingu trwała 2 godziny 15 minut. A było to tak.


Pan skarżący: Szefowa często na mnie krzyczy…(pauza)…Podnosi na mnie głos (mówi szeptem).

Komisja: Czy mógłby pan wskazać konkretne sytuacje, kiedy podniosła na pana głos?

Pan skarżący: Nie pamiętam…

Komisja: A o co na pana krzyczała?

Pan skarżący: Nie pamiętam dokładnie.

Komisja: Może ktoś to słyszał? Pamięta pan okoliczności?

Pan skarżący: No nie…



Członkowie komisji coraz szerzej otwierali oczy, starając się dostrzec mobbing. Tym bardziej, że pan twierdził, iż to właśnie mobbing ze strony przełożonej wywołał u niego poczucie nieprzydatności do pracy i uszczerbek na zdrowiu.

Nikt ze świadków nigdy nie słyszał, by oskarżana o mobbing, kiedykolwiek na kogokolwiek podniosła głos, była określana jako osoba wymagająca, ale jednocześnie dająca mnóstwo wsparcia swoim podwładnym. Na spotkanie z komisją przyszła zaopatrzona w wiele dokumentów, świadczących o błędach, które jej podwładny popełniał w pracy.

Pan skarżący nie przedstawił ANI JEDNEGO DOWODU, nie wskazał ANI JEDNEJ SYTUACJI, które miałyby świadczyć o uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołującymi u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, które noszą znamiona mobbingu.

Niestety, ale komisji nie udało się ustalić, co motywowało pana do złożenia skargi, sprawa prawdopodobnie jest klasycznym przykładem błędów w komunikacji interpersonalnej. Szkoda tylko, że pan zepsuł sobie opinię w przedsiębiorstwie- współpracownicy przestali go traktować poważnie. Mamy nadzieję, że uda się to wszystko odwrócić mediacjami między nim a przełożoną- przecież każde z nich chce zachować posadę.

Można by powiedzieć: nie wszystko mobbing, co się świeci. Nie każda, nawet bardzo trudna sytuacja w pracy, jest mobbingiem. Pamiętajcie Państwo o tym, zastanawiając się, jakie kroki podjąć. Często warto spróbować rozwiązać problem polubownie, a dopiero jeśli to nie przyniesie rezultatów, sięgać po działa w postaci pism do zarządu, oskarżeń o mobbing, nie wspominając już o pozwach.
Trwa ładowanie komentarzy...